Nazajutrz, w piątek
Nazajutrz, w piątek, pogoda lepsza, ale zgłasza się już tylko 90 zawodników. Jako jeden z pierwszych staje na starcie Jean Claude Killy. Rusza, wspaniale „płynie" w dół. Uzyskuje czas lepszy o osiem setnych sekundy od swego rodaka Perillat. Te setne części sekundy dadzą niu pierwszy złoty medal. Prawie godzinę pb Killym rozpoczyna swą pierwszą olimpijską konkurencję Andrzej Bachleda. Piętnaście wiraży, dwadzieścia trzy bramki. Szus, skręt po zewnętrznej stronie, prawie po bandzie. To na jednym z tych wiraży, wcześniej, na treningu przewrócił się Amerykanin Kidd. Był jednym z faworytów. Nieco dalej śnieg mokry, miękki i dwie bramki na stromej ścianie. I wjazd na garb. Skok na kilkanaście metrów. Meta. 26 miejsce, ale bez odpowiedniego treningu trudno nawet marzyć o pokonaniu najlepszych.- , Nadszedł dzień slalomu giganta. Andrzej startował z numerem trzydzieści trzy, w pół godziny po Killym, który pojechał jako trzeci i uzyskał świetny czas. Po pierwszym przejeździe Bachleda był czternasty, gorszy od Killy'ego o 3,72 sekundy. Na drugi dzień znów na starcie. 1780 metrów i 57 bramek. Gęstniejąca mgła. Pierwsi zawodnicy mieli jeszcze Jaką taką widoczność. Andrzej, który jechał później, zajął 12 miejsce. W sumie, wraz z pierwszym przejazdem - 13 lokata, I wreszcie slalom specjalny.
| |